Wolny internet
W ramach słynnej "Ustawy hazardowej" nasi politycy usiłują przemycić prawo do blokowania dowolnej strony internetowej. Okej. Nie byłoby aż tak przesadnie źle gdyby decydowały o tym sądy. Ale nie. Zapomnijmy o sądach. Do blokowania stron zostaną przydzieleni zwykli urzędnicy - biurwy. A co za tym idzie, możemy sobie wyobrazić masę nadużyć. Celem tej ustawy jest obrona naszych biednych, bezradnych, pozbawionych własnych rozumów duszyczek przed pedofilią, terroryzmem i innym złem i Faszyzmem (RedWatch uniewinniono...).
Czekajcie. Przecież teraz jak i wcześniej autorzy/właściciele stron z takimi treściami byli ścigani i skazywani. odSiebie.com, napisy.org, redwatch.info (Ich akurat umorzono). Więc po co to? Jak dla mnie blokowanie stron bez prawomocnego wyroku, jedynie z polecenia biurwokracji jest mocną przesadą. Już sobie wyobrażam serię nadużyć pod szyldem "Naszego Dobra". Zakładam, że jeżeli taka ustawa przeszłaby parę lat wcześniej to blog Kataryny nie powstałby nigdy. Chociażby przez rodzinkę Olewników.
Wracając. Jak kurde nie lubię Kaczora i jego 50-sięciu wet na godzinę. Tak wczoraj dopisałem się do listu otwartego w sprawie ów "ustawy hazardowej". Jego twórca - Borysk Musielak z grupy JakiLinux.org zebrał już ponad 76 tys. podpisów. Nie jest to mało, co więcej zebrał podpisy od prawników, wykładowców i nawet samych polityków. Nie wspominając o rzeszy coraz to bardziej docenianych w swojej sile - blogerów. Miejmy nadzieję, że ta ustawa nie przejdzie. A nawet jeżeli to w zmienionej (bardzo) formie. Sam gorąco namawiam do wpisania się na listę.
Matte


