Ubisoft strzela sobie w stopę

Ubisoft wprowadza nowe zabezpieczenie przeciwko piraceniu gier komputerowych. Niestety przekroczyli granicę upierdliwości

O czym mówię? Korporacja Ubisoft niedawno wprowadziła nowy typ zabezpieczenia swoich gier na platformę PC. Ma on na celu jak zwykle ochronić ich produkty przed złym wpływem piractwa komputerowego. Jednak gdzie jest granica pomiędzy bezpieczeństwem produktu a łatwością użytkowania. Cofnijmy się jednak na chwilę do przeszłości. 


Parę lat temu zabezpieczenia polegały na prostym sprawdzeniu nośnika. Chyba najprostsze zabezpieczenie polegało na ukrytym katalogu na nośniku danych. Z biegiem czasu były one udoskonalane, jednakże zabezpieczenia raz po raz były przełamywane. Developerzy starając się skutecznie zabezpieczać przed piratami tworzyli tak zmyślne algorytmy, testujące system tak dokładnie że z czasem zaczęły sprawiać problemy. Chyba takim przełomowym zabezpieczeniem był 
starforce - trzeba przyznać był dobry. Jednak jedna z jego odnóg wyszukiwała emulatorów napędów optycznych. Niby to logiczne, bo mini-image były bardzo popularnym sposobem na obejście tego typu systemów. Jednak problem był w zbytniej skuteczności starforcea. Miał mianowicie problem z Nero - programem do wypalania płyt. Aby zagrać w grę należało wywalić oprogramowanie, wyczyścić rejestr systemowy a na koniec zrestartować system.

Kolejnym krokiem były jednorazowe aktywacje na serwerze wydawcy mające na celu sprawdzenie oryginalności gry jak i odnotowania jej instalacji. I tutaj dochodzimy już do absurdów. Aktywował z Was ktoś Windowsa? Klucz, który dostaliście w pudełku jest ważny tylko X razy potem już trzeba dzwonić na infolinię i generować nowy. Tutaj nie ma tak łatwo, a i kontakt z dystrybutorami jest trudniejszy.

Ubisoft jednak posunął się o krok dalej. Stworzył system, który oprócz wyżej wymienionej aktywacji jednorazowej będzie co chwila w czasie gry odpytywać serwer i zapisywać na jego dyskach stan gry. Tak więc możesz zapomnieć o sejwie na dysku. O ile sam pomysł z sejwami na serwerze nie jest taki tragiczny, to idea ciągłego połączenia z serwerem jest grubo przesadzona. Czemu? Ano dlatego, że jak nawet pisze polskie biuro Ubisoftu gra zostanie zastopowana w momencie przerwania połączenia z internetem. Pomijając fakt, że cholera wie co jest przesyłane od nas do ichniego serwera (Nie chciałbym, żeby jakieś spyware zbierało sobie informacje z mojego PieCeta) to stałe połączenie z siecią ma jedną poważną wadę. A co jak nasze łącze padnie? Co jak Ubisoft zaliczy DDoSa od przeciwników tego pomysłu? Ja często lubię sobie pograć gdy mi sieć padnie (co w Polsce nie jest znowu takie rzadkie), teraz to odpadnie. Chociaż i tak nieśmiertelny Jagged Alliance 2 przebije jakiegoś Assassins Creeda Dwa. 

Według mnie skończy się na tym, że twórcy korzystający z takiego systemu prędzej czy później zaczną wydawać łatki usuwające to ustrojstwo. Możemy się tylko domyślać jak to utrudni życie posiadaczom legalnych kopii. Pirat i tak będzie miał cracka, a raczej w tym wypadku emulator serwera, bądź aplikacje fałszującą pakiety. Co nie będzie zbyt trudne w konstrukcji, chyba że zadbają o dobre szyfrowanie danych wyjściowych. Miejmy nadzieję, że zrobią to w miarę przemyślany sposób - wtedy niektóre wady tego rozwiązania odpadną. Ale i tak wymagane ciągłe połączenie to gruba przesada.

 

Matte

Nieźle Napisał!
Pokaż komentarze (0)



[?]