Młodzi katolicy
W naszym pięknym kraju mamy prawo, które ktoś pięknie nazwał „wolnością religijną”. Konstytucja mówi nam, że z punktu widzenia państwa nasze wyznanie lub jego brak nie robi im różnicy. Super, to mi się podoba i raczej jest też przestrzegane. Jednak samo dołączanie do którejś z nich jest nieco głupie. Cóż, nie mogę tutaj winić państwa, w innych miejscach tego globu jest podobnie. Mianowicie, zastanówcie się jak większość z Was trafiła do Waszego kościoła? Głównie myśli mam katolików. Chrzest! Rodzice Was przynieśli do kościółka gdzie ksiądz Was ochrzcił. W ten sposób dołączyliście do „wspólnoty” KK. Byliście wtedy tylko bobasami bez własnej woli, czy możliwości sprzeciwu. Czy to jest wolność wyboru religii? Z pewnością nie.
Ktoś może powiedzieć „No to się k**** wypisz jak Ci nie pasuje!” Nie pasuje, a wypisać się nie jest tak łatwo i przyjemnie jakby mogło się wydawać, chociaż podobno ostatnio jest już z tym lepiej. Wystarczy wydrukować, zawieść do parafii w której masz chrzest specjalny papierek, stawić się z dwoma PEŁNOLETNIMI świadkami. Potem już z górki, proboszcz będzie Cię namawiał żebyś został. Lepiej nie dyskutować. To jak z Fan Boyowi Green Day tłumaczyć, że to co grają to nie Punk Rock. Potem taki proboszcz wysyła papiery „gdzieś wyżej” i się czeka na odpowiedź. Czeka, czeka. Aż w końcu MOŻE dostanie się odpowiedź pozytywną. Dla zainteresowanych: Apostazja.pl
Pytanie, które mi się nasuwa dlaczego Ci teoretycznie niewierzący kroczą grzecznie do bierzmowania, następnie już z „przyzwyczajenia” chodzą co niedziela do kościoła lub wykręcając się moim ulubionym „bo inni też tak robią”. Ech, gdzie się podziała naturalna selekcja...
Pozdrowienia dla Samby z Recce Regimentu, fajnie się gadało w autobusie linii 34 ; )
Matte



2009-11-15 04:34:25