Emo, czyli idę się zabić, wracam za chwilę
Kiedyś idąc szkolnym korytarzem na moją ulubioną lekcję języka polskiego z szanowną panią Katarzyną, rozejrzałem się po nim i ujrzałem istny kalejdoskop a właściwie „monoskop”, że tak to nazwę, barw, w którym królował oczywiście czarny z domieszką różowego. Do swoistego „ujednolicenia” przyczyniła się stosunkowo nowa popkultura o nazwie „emo” [imoł] (skrót od emotions, emotional? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć). Pewnie wszyscy wiedzą, jak wygląda prawdziwy trÓ 3m0. Włosy z grzywką zasłaniającą pół twarzy, arafatka zawiązana na szyi, trampki i wszelakie ciuchy w jedynie dwóch, akceptowalnych kolorach: czarnym i różowym. Jak sięgnę pamięcią wstecz 4-5 lat to nikt na taką osobę nie powiedziałby by „Emo”, tylko, że w dupie jej się poprzewracało i z resztą miałby rację.
Nikt nie wie jak powstało emo, jedno wiem na pewno: nie w drodze ewolucji człowieka, prędzej jego uwstecznienia, ale to też jeszcze nie jest to, ponieważ uwsteczniony człowiek dąży do prostszych rozwiązań i do najbardziej podstawowej postawy, czyli przetrwania i zachowania gatunku, natomiast seryjny samobójca (bo tak można określić osobę, która nawet nie potrafi się raz a porządnie „ziuchnąć”, albo partaczy tą robotę specjalnie, żeby móc się „zabijać” w nieskończoność. Jak jej tak źle to niech się do cholery raz a dobrze potnie i sprawa z głowy, a nie przenosi swoich problemów na innych ludzi, którzy wcale tego nie chcą!) będzie wciąż zadawał sobie ból, szukał nowych problemów – co ciekawe to swoiste umęczanie się w żadnym stopniu nie jest związane z wyznawaną religią, a przynajmniej nie słyszałem o „katol-emo” ani niczym podobnym – aby w końcu „zakończyć” to nieudaną próbą samobójczą. Aby „samobójstwo” było trÓ musi być wykonane (tylko i wyłącznie) różową żyletką lub różowymi sznurówkami (wyjętymi z trampków) które należy zawiązać na duży palec od stopy, czekać aż odpadnie i wda się gangrena, a powodem targnięcia się na swoje życie może być absolutnie wszystko i nic za razem np. „dostałem jedynkę – idę się pociąć”, „dostałem piątkę – idę się pociąć”, „jestem brzydki – idę się pociąć”, „jestem ładny – idę się pociąć”, „nie mam żyletki – idę się pociąć”. I teraz należy zadać sobie pytanie: „Czy Emo prędzej czy później nie doprowadzą do zagłady, czy nie zacznie zarażać swoim imołstwem normalnych ludzi, co z kolei doprowadzi do kompletnego wyginięcia gatunku?” i wreszcie: „czy można jakoś zapobiec tej zarazie?”. Z tymi pytaniami was zostawiam i idę powiesić się za jaja na różowych sznurówkach.
Żadne emo nie ucierpiało podczas pisania tego tekstu.
Piesu



2010-07-24 17:08:04